Co czuła Pani Barbara?

wtorek, 11 Luty, 2014 @ 15:50

Paweł Kowal: OD KRAKOWA DO BRUKSELI

Felieton w Dzienniku Polskim

Co czuła pani Barbara ćwierć wieku temu? Dzisiaj generałowa Jaruzelska, jak donosi jedna z gazet, chce rozwodu i to może najciekawsza informacja na rocznicę początku okrągłego stołu. Poza tym śpiewka jak co roku. No, może trochę bardziej, bo srebrny jubileusz.

Ta koncentracja polskich dyskusji na przyjemnym starym meblu to nasz narodowy sport. Dawniej była wojna na trumny Piłsudskiego i Dmowskiego. Gdy Polska ledwie ostała się na mapie, a w Warszawie rezydował marszałek Rokossowski, w pełnych dymu tytoniowego londyńskich pubach, lejąc kolejną godzinę piwo i wracając po nocy do domu, Polacy toczyli ten spór, kto miał rację. Mózgi ich, pełne oskarżeń i podejrzeń, tak bardzo kurczyły się od starych pytań, że już nie było czasu znaleźć miejsca na myślenie o przyszłości. Tak i dzisiaj jedni za, a drudzy przeciw.

Adam Michnik – „cud”, a inni – „spisek”. Jeszcze inni tak dumni, że coraz to chcą mebel transportować a to do Egiptu, a to do Tunezji albo na Ukrainę. A prawda jest taka: porozumienie elit zawsze ma swoje kulisy.

Jako dzieciak gapiłem się w telewizor przerażony, że ta cholerna przerwa w obradach się nie skończy, że wszystko stracone, imponował mi Turowicz i Pietrzyk, nie rozumiałem, o co chodzi z Siłą Nowickim. Dzisiaj wiem, że w polityce, gdy gasną kamery, za kurtyną zaczyna się narada, układanka, czasem papierosy, wódka, czasem przymilne nadzwyczaj uśmiechy (ktoś chce kupić konkurenta słodyczą), czasem bluzgi (gdy negocjator chce być groźnym lwem).

Porozumienie elit ma sens, gdy daje ludziom szansę na rozwój i prawo do decydowania. Najważniejsze, że w rezultacie przyszło głosowanie ludzi, możliwości podróżowania i działania w gospodarce. Wybory czerwcowe 1989 roku jak dla mnie bardziej niż okrągły stół da się polubić, bo to jednak decyzja ludu, z przesadą powiedzmy, rewolucja.

Władza odpłynęła od partii do legalnych władz. Trzeba rocznicę uczcić. Zrekompensować straty politycznym więźniom, postawić łuk triumfalny na Pl. Na Rozdrożu, skończyć Świątynię Opatrzności. Ale pamiętać jedno – wiele wody w Wiśle upłynęło, a my ciągle z głową obróconą do tyłu. Dzisiejszej Europy nie zwojujemy gapowatą miną i setną opowieścią o Solidarności.

Szwedzi mają swoje prawa człowieka, mówią o nich gdzie popadnie, bronią uciśnionych i zrobili z tej walki swój flagowy okręt.

Jasne, bez tej ideowej podstawy byłoby im trudniej, jasne, bez tego nie byliby sobą. Ale walcem, który toruje ich drogę do nowoczesności, jest gospodarka. Potrafią łączyć europejskie okrągłe zdania z twardą obroną swojego gospodarczego interesu. Nikt nie jest bardziej proeuropejski niż szwedzka dyplomacja i nikt bardziej bezwzględny w obronie swego.

Autor:
Kategorie: Felietony w Dzienniku Polskim, Moje teksty
Tags: , ,

Nie ma jeszcze komentarzy. Bądź pierwszy!
Odpowiedz