Wracamy na Majdan

niedziela, 2 Luty, 2014 @ 20:50

Paweł Kowal: OD KRAKOWA DO BRUKSELI

Felieton w Dzienniku Polskim

Wracamy na Majdan. Tak, tak. Jeszcze ten się nie skończył, a już planujemy zakup kasków i ciepłej odzieży na następny. Trzeba było już w 2005 roku się przygotować, żeby w ostatniej chwili nie kupować koców i zapasu aspiryny. Wrócimy, gdy przyjmiemy do wiadomości, że wystarczy zmiana na szczycie, w gabinecie premiera czy ministra.

Zachód lubi taką grę z Ukrainą: pojedziemy, pospacerujemy po Majdanie, u nas nic podobnego nie ma, „sweetfocie”, Facebook, ekstra. A potem zmiana rządu i już mamy sukces. Mamy „stabilizację”. Zachód uwielbia to słowo. Jest ono jak rozgrzeszenie z głupoty. Krzykniemy „sankcje” – to rozgrzeszenie z bierności. Po sankcjach można już nie robić nic: stabilizacja jak na Białorusi, albo nowy rząd, czyli to, co już było.

Jest tylko jeden sposób, by Majdan odesłać do historii. Nie zostawić protestujących na lodzie: dosłownie i w przenośni. Trzeba zaproponować nowy plan dla Ukrainy. Podłączyć ofertę UE i Stanów Zjednoczonych, dodać pożyczki z Międzynarodowego Funduszu Walutowego plus wkład (niekoniecznie finansowy) poszczególnych państw UE. Do tego wspólna uczelnia – niech z Majdanu zostanie uniwersytet. Na początek konferencja w Warszawie, ustalenia i jedziemy.

Wielka pomoc za wielką zmianę na Ukrainie. Ci, którzy za siebie, ale i za nas zmarzli, muszą usłyszeć, że mamy coś do zaproponowania. Tylko trzeba coś mieć. Były w historii Europy plany widma: Rapackiego, Gomułki, Honeckera. Ale był plan zmiany: Marshalla.

Ukraina potrzebuje tygrysiego skoku. A my nie chcemy Majdanów co parę lat. Pomarańczowa rewolucja obeszła się bez krwi, Euromajdan to już co najmniej kilka ofiar, o wielu zaginionych osobach nic nie wiadomo. Kolejny Majdan jest już bardziej radykalny i po prostu cholernie wściekły na władze, na opozycję. Więcej dzisiaj płonących opon niż śpiewania.

Gdy będziemy udawali, że to fiesta, gdy będziemy rżnęli głupa, że nie rozumiemy o co chodzi, demonstranci przyjdą następnym razem z oponami pod nasze ambasady. Może ten nowy Marshall najbardziej nam jest potrzebny? Czy myśmy na pewno oddali to, cośmy dostali od Zachodu?

Minus siedemnaście. Tu zajrzę, tam zajrzę. Kupa polskich dziennikarzy, publicystów młodego pokolenia. Prawica, lewica. Autorzy książek o pomarańczowej rewolucji dzisiaj już na stanowiskach, tylko we wspomnieniach napiszą o reporterskiej robocie sprzed lat.

Teraz kalesony trzymają głęboko w szafie, tylko komentują i wyjaśniają. Na Majdanie nowe pokolenie uczy się Ukrainy, żyje w namiocie z „bandero­­wcami”, zajada eurobarszcz, ufundowany podobno przez oligarchów i wdycha rewolucję. I odrabia raz jeszcze Giedroycia, w praktyce kartkuje pożółkłą „Kulturę”. Jak już mają być kolejne Majdany, to tylko po to.

Autor:
Kategorie: Felietony w Dzienniku Polskim, Moje teksty
Tags: , ,

Nie ma jeszcze komentarzy. Bądź pierwszy!
Odpowiedz