Cameron i wędzonki

sobota, 11 Styczeń, 2014 @ 15:49

Paweł Kowal: OD KRAKOWA DO BRUKSELI

Felieton w Dzienniku Polskim

Jest taka grupa czytelników, która nie lubi krytyki na temat Unii Europejskiej. Po prostu „wszystko dobrze” i ani mru-mru krytyki. Inni mają tak (mniejszość), że jak Unia to tylko kpiny i absurdy, wszystko ma służyć tezie, że najlepiej to do Unii było „się nie pchać”. I są tacy, którzy przy euroentuzjastach z bananem na twarzy dostają tej samej gęsiej skórki, co przy przeciwnikach Unii dowodzących, że najlepiej było zrobić z Polski Szwajcarię.

Dzisiaj tylko ich krytyczne myślenie ma poważniejszą wartość. I Cameron, i wędzone kiełbasy to historie mniej więcej o tym samym: jeśli nie skorzystamy z dekady w Unii Europejskiej i nie zrobimy krytycznego bilansu członkostwa w Unii, przyłożymy rękę do prowincjonalizacji Polski. Bo czym innym jest utrata 2 milionów aktywnych obywateli? Ani po powstaniach, ani po stanie wojennym tyle ludzi z Polski nie wyjechało.

Prawda jest taka: z premierem Wielkiej Brytanii w wielu unijnych kwestiach trzeba się zgodzić (oszczędności, cięcia w biurokracji), ale pokrzyczeć też trzeba. Jego antypolskie wycieczki słowne wymagały odpowiedzi. Gdyby raz powiedział, człowiek by nie zwrócił uwagi. Ale nie można pozwolić, by ze szczebla premiera dużego europejskiego kraju płynął stale komunikat: Polak jest niepotrzebny, można mu mniej zapłacić. Tyle że ta sprawa ma i taki wymiar, że to nasz rząd powinien się wytłumaczyć, dlaczego nie jest w stanie przez 7 lat stworzyć skutecznych zachęt, by Polacy wracali. Na powrót zdecydowało się tylko 300 tysięcy, a tylko 10 tys. założyło firmy. Ten drenaż milionów aktywnych Polaków to największe obciążenie naszej hipoteki członkostwa w Unii, a niemożność przebudowy rynku pracy, tak by ludzie częściej myśleli, że warto TU zostać, to największa hańba tego czasu.

Nie umieć bowiem zadbać o swoje w Unii, to najgorszy błąd. Wychodzi polska niepewność w oczach i kiepska organizacja. To dlatego ministerstwa po 2011 roku przesyłały sobie informacje, że nie ma problemu z wędzeniem mięsa. To dlatego w tym samym czasie Estończycy zapewnili sobie wędzenie szprotów, a Francuzi małży. To dlatego teraz milczą na ten temat, to dlatego teraz wstyd jak diabli jechać do Brukseli i tłumaczyć się. To dlatego tak wkurza człowieka to ględzenie na Unię.

W sprawie szansy dla młodych Polaków można było zrobić wiele więcej, w sprawie wędzenia można było problemu nie mieć wcale. Trzeba tylko było sobie uświadomić zawczasu, że konkretne możliwości są w naszych rękach i ani Niemiec, ani Bruksela, ani „Ruskie” nie zabraniały zająć się demografią parę lat wcześniej. A tym bardziej dowiedzieć się, że 2 mikrogramy substancji smolistych w szynce to jak na nasze wędzonki za mało, bo lubimy z chrzanem właśnie taką, dobrze podwędzoną. Koniec końców nasza wina, a nie „tych tam tego”.

Autor:
Kategorie: Felietony w Dzienniku Polskim, Moje teksty
Tags: , ,

2 Comments to "Cameron i wędzonki" dodaj komentarz
Leslie
20 listopada 2014 at 11:28

Wow, this paragraph is good, my sister is analyzing such things,
therefore I aam going to convey her.

Verizon Telephone Service
19 maja 2015 at 17:37

Quality articles is the key tto bbe a focus for the visitors to visit
the web page, that’s what this site is providing.

Odpowiedz