Kiełbasa jak za Tuska

środa, 8 Styczeń, 2014 @ 15:13

Jedna z firm reklamowała się hasłem „Wędliny jak za Gierka”. Wiele osób, otwierając ociekające płynem wędzalniczym szynki, może ze smakiem wspominać święta z dzieciństwa. Dzisiaj, choć trzeba się naszukać, również można dostać wspaniałe kiełbasy, schaby czy boczki, powoli wędzone w prawdziwym, olchowym czy wiśniowym dymie. Teraz, być może w wyniku dyskretnego nacisku konkurencji, Unia w swojej mądrości postanowiła uniemożliwić tradycyjną produkcję wędlin. A polski rząd – jak w wielu innych sprawach – zaspał.

Rozmowa z jednym z małych, lokalnych producentów wędlin z Mazowsza. „Dowiedziałem się o sprawie z mediów, nic nie wiem, urzędnicy też nie mają pojęcia o co chodzi” – mówi. Od września tego roku w życie mają wejść nowe normy dotyczące zawartości substancji smolistych w produktach spożywczych – ma być ich o połowę mniej. Czyli ostatni raz naturalna wędzonka na Wielkanoc. Potem unijne regulacje praktycznie oznaczają zakaz produkcji i sprzedaży wędlin wędzonych dymem a nie specjalnymi mieszankami chemicznymi. Czyli zyskują wielcy producenci, wykaszając małe zakłady korzystające z tradycyjnych metod. A zamiast olchowego dymu znajdziemy w szynce syntetyczną tablicę Mendelejewa.

Zmiany mają być wprowadzone za niespełna pół roku, a rząd z rozbrajającą szczerością przyznaje, że „będzie przyglądał się sprawie”. Pytanie dlaczego polskie ministerstwa nie dostrzegły zawczasu zagrożenia w nowych unijnych regulacjach. Nie ma żadnych przepisów wykonawczych, nie wiadomo nawet kogo będą dotyczyły nowe regulacje: czy tylko wielkich zakładów czy także małych wytwórców.

Jeżeli nowe normy zostaną rozciągnięte na wszystkich, będzie to oznaczało prawdopodobnie upadek ponad 100 lokalnych zakładów. Tradycyjne wędzenie ma to do siebie, że gotowa wędlina nigdy nie jest identyczna z poprzednią. W piecu opalanym drewnem nie da się po prostu ustawić temperatury. Dlatego czasami w wędzonej kiełbasie znajdziemy więcej, a czasami mniej substancji smolistych i żaden producent nie będzie w stanie sprawdzać ile szkodliwych substancji wchłonęła.

Ponieważ jesteśmy jednym z niewielu państw, gdzie cały czas produkuje się tradycyjnie wędzone mięsa, podobnie jak przy zakazie produkcji papierosów mentolowych, najbardziej stracą polscy producenci. Ciekawe czy za kilka lat jakiś masarz będzie reklamował swoje wyroby hasłem „kiełbasa jak za Tuska”?

Autor:
Kategorie: Blog na Onet.pl, Blog na Salon24.pl, Blog na Tok FM, Moje teksty

4 Comments to "Kiełbasa jak za Tuska" dodaj komentarz
obserwator z daleka
9 stycznia 2014 at 01:29

no to jest poważna rzecz ciekawy tylko jestem jaka jest ścieżka od pomysłu do dyrektywy. Panie Pawle może Pan powiedzieć jak powstają takie przepisy w UE kto jest ich inicjatorem posłowie EU czy są to projekty obywatelskie czy jakieś komisje zdrowia to wymyślają. Gdzie jest źródło takich pomysłow i jaka jest droga legislacji takich durnych przepisów

Paweł Kowal
9 stycznia 2014 at 16:23

Autorem tego rozporządzenia jest Komisja Europejska

Klaudia Rusjan
9 stycznia 2014 at 12:50

Dobrze, że nie jajecznica za 2500 zł jak za Kowala w Elblągu :)

Kazimierz Żółtek
9 stycznia 2014 at 22:09

Panie Pawle. czy odpowiednie komisje zarejestrowały w Polsce produkty lokalne i regionalne które powstają z zastosowaniem tradycyjnej metody wędzenia, czy tez ta sfera była skrzętnie omijana. Jeśli jednak takie produkty zarejestrowano to co będzie?
Powodzenia w polityce! Ale bez pana Ziobro i spółki.

Odpowiedz