Łuk triumfalny

sobota, 4 Styczeń, 2014 @ 23:53

Paweł Kowal: OD KRAKOWA DO BRUKSELI

Felieton w Dzienniku Polskim

Dawno pożegnanie „starego” roku nie przychodziło z taką ulgą. Od „zwykłych ludzi”, którzy uświadomili sobie kryzys, słychać było, że poszedł słabo. Eksperci od wielkiej polityki pożegnali 2013 pesymistycznymi tekstami: Stary Kontynent ma się kiepsko, słabną więzi z USA, jesteśmy coraz mniej odporni na ostrą politykę Moskwy i Pekinu.

Nic dziwnego, że na satelitarnych zdjęciach Europy z sylwestrowej północy najjaśniej błyszczała Moskwa, zresztą na tle raczej ciemnawej Rosji. Prasa od brytyjskiej po amerykańską nauczyła się recytować sukcesy naszego wschodniego sąsiada: Iran, Syria, Ukraina, Snowden. Nawet w Madame Tussauds, słynnym londyńskim muzeum figur woskowych, ta należąca do Władimira Putina postawiona została na małym postumencie, żeby nie wyglądał na nadmiernie niskiego przy Davi­dzie Cameronie. A przy jakimś polskim stole toczyła się sylwestrowa dyskusja o tym, że Rosja to „kolos na glinianych nogach”, że zamachy z Wołgogradu pokazują słabość państwa rosyjskiego. Tak już 300 lat toczą się te same debaty, a sytuacja na Wschodzie zmienia się tak powoli.

Chińczycy pytają przy każdej okazji o „kryzys w Europie”. Mają na myśli nie tylko gospodarkę, ale i dużo więcej: kryzys wartości, wskaźniki demograficzne najgorsze w nowoczesnej historii. W 1950 roku na jednego Brytyjczyka na emeryturze pracowało 10 aktywnych zawodowo, w 2050 roku będzie tylko dwóch. Chcąc nie chcąc oczami wyobraźni widać zupełnie inny układ sił za 30–50 lat. Łatwo przychodzi odpowiedź, że nie ma Europy bez kryzysu, że każdy rozdział każdego podręcznika do historii zaczyna się u nas od jakiejś opowieści o kryzysie. Że „u nich” to jest jakoś tak, że jak kryzys to strach w oczach, a w Europie to szansa na zmianę. Ale dla nas brzmi to słabo, bo strasznie długo przychodzi czekać na to „nowe”.

Rzecz w tym, żeby 2014 rok nie był kolejnym rokiem europejskiego hamowania. Zresztą z Polską jest dokładnie jak z podstarzałą Europą. Czeka nas srebrny jubileusz niepodległości: będą wspomnienia i przekonywanie się nawzajem, jacy jesteśmy wspaniali. Przekleństwem jest to, że nie umiemy zapytać, czy naprawdę zagraliśmy na miarę naszych możliwości. Gdy ktoś zada pytanie, czy można było więcej, salon od razu fuknie: a co, masz coś przeciw niepodległości?

Można by zrobić tak: postawić bohaterom i ich czynom łuk triumfalny w Warszawie. A dlaczego by nie? A potem zacząć nowe zamiast taplać się w naszym (euro)polskim błotku samozadowolenia. Europie i Polsce brakuje impulsu, brakuje szansy dla tych, którzy są rówieśnikami naszej niepodległości, brakuje perspektywy dla młodych duchem. Szczęśliwego nowego roku.

Autor:
Kategorie: Felietony w Dzienniku Polskim, Moje teksty
Tags: , ,

Nie ma jeszcze komentarzy. Bądź pierwszy!
Odpowiedz