Lubimy piosenki, które znamy

środa, 4 Grudzień, 2013 @ 10:45

Paweł Kowal: OD KRAKOWA DO BRUKSELI

Felieton w Dzienniku Polskim

Lubimy piosenki, które znamy. Nucimy dobre i złe. Wydarzenia w Kijowie dla międzynarodowej opinii publicznej są tym samym, co przed 9 laty. Nawet – podkreślają niektórzy – sama decyzja o niepodpisywaniu umowy stowarzyszeniowej z Ukrainą zapadła w rocznicę pomarańczowej rewolucji i od niej zaczęła się zawierucha na kijowskiej ulicy.

Wtedy chodziło o to, by nie dopuścić do uznania sfałszowanych wyborów prezydenckich, a których zwycięzcą miał być Wiktor Janukowycz. Kolorem był pomarańczowy, podobnie jak barwy partyjne opozycji. Napędem kijowskiego placu była ukraińska klasa średnia – słaba w skali kraju, ale skoncentrowana w największych miastach grupa małych przedsiębiorców, prawników, słowem tych, którzy uwierzyli, ze politycy opozycji z Wiktorem Juszcze­nką i Julią Tymoszenko na czele mogą zmienić kraj. Trzeba tylko pozwolić im działać.

W 2013 roku w protestach na Ukrainie politycy odgrywają rolę tylko w Kijowie. Akcja rozwija się poza stolicą, najlepiej na zachodzie kraju. Wyrasta punkt po punkcie w kolejnych miastach, w których są wyższe uczelnie. Główną jej siłą są studenci, którzy ogłosili strajk. Nie wierzą żadnym politykom, nawet opozycji. To dlatego w Kijowie studencki Majdan niechętnie współdziała z odległym o niespełna sto metrów wiecem opozycyjnych polityków.

To dlatego nawet Kliczko, który powinien być popularny wśród młodych, nie został dopuszczony do głosu u stołecznych studentów. Inaczej niż przed 9 laty, mało jest dziennikarzy z Zachodu, mało polityków zza granicy. Studenckie protesty są słabo słyszalne. Młodzi Ukraińcy nie wierzą w polityków, nawet tych z Unii, którzy na wszelki wypadek w tym roku – inaczej niż przed laty – nie dotarli. Wierzą w unijne zasady – że dzięki nim zmieni się ich kraj. Dlatego zamiast pomarańczy są unijne gwiazdki.

„Majdan?” – pyta ktoś. To nie jest po prostu plac. U nas słowo „plac” także istnieje, tłumaczy ktoś ze znajomych Ukraińców. „Majdan to wyjątkowa sprawa” – zadumał się. Europa nie zna Majdanu. Demonstracje zaczynają się i kończą. W Grecji, Francji, Portugalii kończą się nierzadko spalonymi oponami, rozbitymi szybami, ale potem ludzie idą na kolację, smacznie śpią w swoich domach. Majdan to co innego: demonstracja się nie kończy, ludzie stoją na placu, aż załatwią sprawę.

Majdan jest jak wyższa instancja w stosunku do parlamentu – gdy posłowie czegoś nie uchwalą, na ulice wychodzą ludzie i starają się osiągnąć to, czego chcą. Majdan jest pokojowy, inaczej zostałby szybko rozpędzony. Majdan tańczy, śpiewa, rozgrzewa się przy koksownikach. Także tegoroczny taki jest. Ale też dzisiaj nie ma jednego Majdanu: inny był tamten sprzed 9 lat, inny jest dzisiejszy polityczny, inny studencki – jakiś nowy, świeży. To właśnie na ten powinny być zwrócone kamery telewizyjne.

Autor:
Kategorie: Felietony w Dzienniku Polskim, Moje teksty
Tags: , ,

Nie ma jeszcze komentarzy. Bądź pierwszy!
Odpowiedz